Czasem nadzieja w naszym życiu jest jak niedosłyszalny szept, zagłuszony przez hałas codzienności, krzątaninę, chaos myśli i rutynę mijających dni. Bywa, że nie mamy już wiary w to, że cokolwiek może się zmienić, że jest dla nas jeszcze jakaś szansa, odrzucamy więc nasz krzyż, który wydaje nam się już nie do uniesienia. Właśnie w tym kryzysowym momencie najpełniej może objawić swoje działanie łaska Boża. Nie nastąpi to może spektakularnie, bo jak czytamy w Piśmie Świętym, Pan nie przybywa w wichurze, lecz w łagodnym powiewie. Tym, co odmieni nasze życie może być każdy drobiazg, dlatego tak ważne jest, abyśmy byli uważni. Bóg może posłużyć się różnymi sposobami, aby wlać otuchę w nasze serce i przypomnieć o tym, że On zawsze jest i czuwa - czasem to przypadkowy przechodzień, a innym razem przeczytana książka. Również święci cicho orędują za nami i mają w tym swoich pomocników. Jestem głęboko przekonana o tym, że św. Rita, patronka spraw trudnych i  beznadziejnych postanowiła mieć tu, na ziemi, własne pióro i uczyniła nim swoją czcicielkę, Jagodę Kwiecień. Ostatni tom "Trylogii Różanej", której patronuje przede wszystkim Święta z Cascii niedawno miał swoją premierę. Najbardziej poruszający, przejmujący, ale przy tym niosący najwięcej nadziei. 


Ostatni tom trylogii skupia się nieco bardziej na postaci trzeciej z przyjaciółek, Wiktorii, z którą - nie ukrywam- od początku tej historii połączyła mnie szczególna nić sympatii. Wyjątkowo kibicowałam tej bohaterce, gdy zatem przeczytałam mrożący krew w żyłach wstęp byłam mocno poruszona. Moje emocje szybko jednak ukoił ciepły ton dalszych stron powieści i wyjątkowy klimat Wrzosowa, jaki misternie stworzyła autorka. 

Wiktoria ma wszystko, o czym młoda kobieta może tylko marzyć - kochającego męża, dom, pracę, która sprawia jej satysfakcję, wierne przyjaciółki, a przy tym dowiaduje się o tym, że nosi pod sercem nowe życie. Nic jednak nie jest takie, jak w marzeniach, a piękna i sielska opowieść wydaje się powoli zamieniać w dramat. Właśnie w tych trudach, codziennych zmaganiach, chwilach zwątpienia, bohaterowie powieści wydają się czytelnikowi najbliżsi. Przecież każdy z nas boryka się z własnymi kłopotami, które jednak nie determinują naszego życia. To, jacy jesteśmy to wypadkowa wielu czynników, ale przede wszystkim sposobu, w jaki umiemy radzić sobie z codziennymi problemami. Bohaterowie z Wrzosowa udowadniają, że walka w pojedynkę jest skazana na niepowodzenie. Tylko wtedy, gdy nawet w największej ciemności poprosimy o pomoc Boga, kiedy pozwolimy Mu siebie na nowo odnaleźć - wtedy właśnie wszystko się zmienia. Problemy nie znikają jednak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i nie zniknęły również z życia Wiktorii. Stanęła ona przed ogromnym wyzwaniem i choć przez chwilę myślała, że zmaga się z nim samotnie, to jednak subtelne wsparcie z wysoka było wyczuwalne. 

Na tle wydarzeń z życia Wiktorii autorka pokazała również inne ciekawe wątki - przede wszystkim dalsze losy drogiej mojemu sercu Róży, a także Gabrysi. Wrzosowo po raz kolejny przytuliło mnie do swojego serca, ukołysało, podarowało wzruszenie i wniosło do mojej codzienności cichą melodię nadziei. 


„Daruj nadzieję” to moim zdaniem najbardziej poruszająca część całej trylogii, wnosząca największy ładunek emocjonalny, ale jednocześnie dający wielką otuchę. Myślę, że wiele osób odnajdzie w tej lekturze pomoc, a może i odpowiedź, na pytania, których szuka. Jagoda Kwiecień po raz kolejny była piórem w ręku św. Rity, bo wierzę, że ta cicha patronka oręduje za każdym czytelnikiem. 

Ta książka to piękna historia i dobra powieść, dlatego mogą ją czytać również osoby, którym nie jest po drodze z Panem Bogiem. Nikt jednak, kto weźmie ją w dłonie, nie będzie po jej lekturze już taki sam. Wpływ św. Rity, choć subtelny, jest wyczuwalny i współgra z duchem całego utworu. 


Zakończenie trylogii to czas na podsumowania - będzie mi brakowało Wrzosowa. Ciepłego wiatru nad Zatoką, kawy w Różanym Zakątku, rozmów o literaturze, stukotu maszyny do szycia Wiktorii, a przede wszystkim tej atmosfery wzajemnego wsparcia i bliskości. Nikt, kto wchodzi we wrzosowskie progi nie jest niemile widzianym gościem. Tam wręcz oddycha się uważnością na potrzeby drugiego człowieka i myślę, że jest to ogromna zasługa usposobienia, jakie autorka podarowała Róży. Jej ciepło, empatia i pasja do życia są zaraźliwe i potrafią otulić najbardziej zziębnięte serce.

Jagodzie udało się coś, co jest nie lada wyczynem. Stworzyła trzy powieści, w których pojawiają się wzloty i upadki, codzienne historie, porażki i sukcesy, a jednocześnie cicho, jakby swoim rytmem toczy się płaszczyzna duchowa. To, co często odsuwamy na drugi plan, potrzeby naszych serc, głód Boga, którego wiele razy negujemy, to wszystko odzywa się w każdym z nas, czy tego chcemy czy nie. W „Trylogii Różanej” bohaterowie pozwalają ten rzeczywistości metafizycznej wyjść z cienia, nadają jej głęboki sens i udowadniają, że można żyć w XXI w. zupełnie zwyczajnie za rękę ze świętymi i z Bogiem. I to jak pięknie żyć ! 

———————————————————

Tekst powstał w związku z lekturą książki Jagody Kwiecień, „Daruj nadzieję”, wyd. Esprit, Kraków 2026

Książkę objęłam swoim patronatem medialnym.

Komentarze