Przedmioty, których używamy na co dzień nie są tylko zwykłymi narzędziami, jakie mają ułatwiać nam życie. Czasem są nośnikiem emocji, świadkiem historii, uwrażliwiają nas na to, co nieuchwytne i niewyrażalne. Chciałabym dzisiaj opowiedzieć parę słów o moim przyjacielu jeszcze z czasów studiów, Marku Wołyńskim, który w piórach wiecznych zobaczył coś, czego inni nie dostrzegają. Wielka pasja stała się piękną przygodą prowadzącą również po kartach historii, pośród piór vintage, których właściciele nie mogli nawet marzyć o elektronice. Marek, który potrafi jak nikt inny opowiadać o zakazanych złotych stalówkach podczas wojny, unikatowych egzemplarzach piór czy po prostu o tym, jak szlachetnie jest napisać odręczny list, zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.

A: Skąd się wzięły pióra wieczne w Twoim życiu?

M: Pióra w moim życiu pojawiły się na przełomie 1999 i 2000 roku, kiedy dostałem w prezencie od mojego ojca pióro Parker Vector, była to wersja specjalna Millenium Pen wydana właśnie na jubileuszowy 2000 r. Zacząłem nim  pisać i stało się nieodłącznym towarzyszem mojej codzienności.

 
Przez cały czas mojej edukacji, aż do końca liceum i na studiach pisałem piórem wiecznym, zawsze był to model Parker Vector. Kiedy rozpocząłem pracę, zapragnąłem trzymać się tego pięknego zwyczaju i sporządzać notatki odręcznie, ale z racji tego, że miałem w domu tylko pióra z czasów szkolnych postanowiłem kupić nowe pióro. Tak trafiłem do sklepu przy ul. Wrocławskiej w Poznaniu i poznałem p. Mieczysława, który był prawdziwym znawcą i pasjonatem piór. Tam po raz pierwszy zobaczyłem wspaniałą kolekcję piór marki Pelikan, o której właściciel sklepu opowiadał z wielką fascynacją, jaka i mnie się udzieliła.
 
Pierwsze pióro marki Pelikan kupiłem z kolei w sklepie przy ul. Gołębiej w Poznaniu, gdzie poznałem kolejnego pasjonata, do którego z ogromną przyjemnością zacząłem częściej zaglądać. Tak zaczęła tworzyć się moja prywatna kolekcja.

A: Rozumiem, że Pelikan to Twoja ulubiona marka piór wiecznych?

M.: Tak, choć moja druga ulubiona marka oprócz Pelikana to Mabie, Todd & Co. i właśnie tej marki jest najstarsze pióro w mojej kolekcji - Mabie, Todd & Bard Swan Pen - sztandarowy model tej marki, które pochodzi z początku XX w., ok. 1903 r. To pięknie ozdobione pióro typu eyedropper z motywem ślimakowym, a wtedy, czyli na progu XX w., pióra były nie tylko praktycznym instrumentem piśmienniczym, ale również miały świadczyć o statusie właściciela. Wielu osobom zależało, aby posiadać pióro, które będzie je wyróżniać, będzie estetyczne i bogato zdobione.

A.: A jak to się stało, że zainteresowały Cię pióra vintage? Skąd wzięła się Twoja pasja do nich?

M.: Gdy trzyma się w dłoni pióro vintage, niemal namacalnie czuje się ten oddech historii. Można się zastanawiać, kto przed nami nim pisał, gdzie go używał. Dzięki tym piórom można prześledzić nie tylko historię Europy, ale i świata. Fascynujące jest to, jak pióra zmieniały się na przestrzeni kolejnych lat, będąc świadkiem przełomowych wydarzeń. Na przykład w okresie II wojny światowej pióra marki Pelikan nie mogły mieć złotych stalówek, ponieważ całe złoto zostało zarekwirowane na cele gospodarki wojennej. Nie jest zatem przesadą, gdy mówimy, że pióra vintage to przedmioty "z duszą", one w pewnym sensie "żyją" historią swoich właścicieli i czasów, które je ukształtowały. Nie są tylko i wyłącznie do podziwiania, ponieważ mimo upływu lat one wciąż wiernie służą i sam piszę nimi również na co dzień.


A.: Jakie są najciekawsze egzemplarze piór wiecznych w Twojej kolekcji?

M.: Bardzo lubię mieć tę świadomość, że mam w swojej kolekcji po jednym egzemplarzu każdego najbardziej istotnego modelu w historii marki Pelikan. Przede wszystkim to kultowe Pelikan 100 - pierwsze pióro, które Pelikan wypuścił na rynek pod koniec lat 20. XX w. Mam właśnie to pióro z jednych z pierwszych lat produkcji. również Pelikana 100 z okresu II wojny światowej, które pokazuje realia gospodarki wojennej, o których już wspominałem. Mam również kolejne, ulepszane wersje z następnych lat, a także ich następców: Pelikan 100N, kultowego Pelikana 140, czy też Pelikana 400 z lat 50., który potem od lat 80. XX w. z niewielkimi zmianami aż do dziś produkowany jest jako model M400. To niezwykłe, że patrząc na różne egzemplarze tego jednego modelu produkowanego na przestrzeni ponad już 70 lat, widzimy, że bardzo w niewielkim zakresie się zmienił. To pewnego rodzaju testament do ponadczasowości piór marki Pelikana, ponieważ te modele na przestrzeni lat właściwie nie wymagały zmian. Są od lat kultowe i cechuje je design powszechnie uznawany za doskonały, przykład niemieckiego modernizmu, który silnie czerpał z założeń szkoły Bauhaus, która oznacza dostępność, wytrzymałość i utylitarność.


A.: Czy zdarza Ci się również podróżować śladami piór wiecznych? Co udało Ci się zobaczyć, a o czym jeszcze marzysz?

M.: Tak, miałem tę przyjemność być w Hanowerze, w historycznym Pelikanviertel, gdzie mieści się stara, historyczna fabryka piór marki Pelikan. Dziś znajduje się tam Pelikan TintenTurm z przestrzenią muzealną i sklepem firmowym. Było to spełnienie moich marzeń - być w tym miejscu, w którym rodziły się te wszystkie pierwsze pióra. Chciałbym odwiedzić jeszcze kiedyś Montblanc Haus w Hamburgu, czyli centrum wystawiennicze i muzealne innej, skądinąd wspaniałej marki niemieckiej, z długimi tradycjami, która dziś produkuje już nie tylko pióra wieczne, ale również wiele produktów luksusowych jak zegarki czy galanterię skórzaną.

A.: Czy mając tak imponującą kolekcję coś jeszcze jest w stanie Cię zaskoczyć, zachwycić? Czy kupujesz jeszcze jakieś nowości?

M.: Oczywiście, nie zamykam się tylko na pióra vintage. Wśród nowości szukam jednak modeli, które mnie zaciekawią np. cała kolekcja Pelikan M600 Art Collection. Wyszły już do tej pory dwa modele z tej kolekcji, a planowane jest jeszcze jedno. To pióra inspirowane starymi plakatami reklamowymi marki Pelikan, dzięki czemu łączą one nowoczesność z historią.

A. Czy myślałeś kiedyś o tym, aby zajmować się piórami wiecznymi zawodowo?

M.: Pióra to moja pasja, ale oczywiście one również mogą być sposobem na życie. Są osoby, które wykonują fascynującą pracę i przywracają pióra do życia, naprawiają je, dokonują renowacji. Podziwiam mojego kolegę Stanisława, który wspaniale prowadzi salon piór przy ul. Gołębiej w Poznaniu, czyniąc to z ogromną pasją i zaraża nią kolejnych użytkowników. Może kiedyś i mnie byłoby dane połączyć pasję do piór wiecznych z życiem zawodowym.

A.: Dlaczego pióro? Jak zachęciłbyś osoby, które nigdy nie pisały bądź nie piszą na co dzień odręcznie, aby sięgnęły właśnie po pióro wieczne?

M.: Pióro to nie tylko dobry prezent, wspaniały rekwizyt, ale przede wszystkim to przedmiot, który może być towarzyszem codzienności. Notatki czy listy zapisane odręcznie przy pomocy pióra wiecznego mają swój niepowtarzalny charakter i klimat. Ta pasja jest zaraźliwa i warto ją przekazywać również najmłodszym.




 

Komentarze