Każda książka, którą czytam, zostawia we mnie jakiś ślad. Wzrastająca na Zielonym Wzgórzu, pośród prozy Krystyny Siesickiej, w otoczeniu jeżycjadowych kamieniczek, „Małych kobietek” czy literackich wędrówek z Jane Austen i siostrami Bronte, instynktownie wciąż szukam powieści, która znów przywoła we mnie tę znajomą wrażliwość i nieuchwytną bliskość. Nagle spotykam „Miłkę” napisaną przez Jagodę Kwiecień i czuję, jakbyśmy znały się od dawna. 

To opowieść utkana wokół Miłki i Bruna, przyjaciół z poznańskiego domu dziecka, którzy są jak liście targane na wietrze. Spotkanie po latach jest inne niż oczekiwali, znów daje o sobie znać lęk przed odrzuceniem.

Ich historia pokazuje, jak wydarzenia z przeszłości odbijają się w naszych duszach niczym pieczęć, znaczą nas na zawsze, aż stajemy się szyfrem, który bez trudu może odczytać tylko Bóg. 

„Miłka” to powieść otulona dyskretnym światłem wiary, opleciona cichą modlitwą różańcową i miękkim jak aksamit wzruszeniem. Jest subtelnym studium nad głębią dusz, małych tęsknot zaklętych pośród górskich grani. 


Czy to moc skryta w przeszłości, milczący majestat Tatr, a nade wszystko siła miłości, która umie przebaczać - wszystko to decyduje o tym, że najnowsza książka Jagody Kwiecień jest jedną z najpiękniejszych historii, jakie pojawiły się w polskiej literaturze na przestrzeni ostatnich lat. Piszę to z całą szczerością, niezależnie od ogromnej sympatii do Jagody, która jest nie tylko wspaniałą koleżanką, ale również wyjątkową pisarką, wychodzącą naprzeciw nam, spragnionym ciepłych i kojących historii, czytelnikom, pragnącym odnaleźć w książkach wartości, jakimi żyjemy na co dzień. 

„Miłka” chwyciła mnie za serce, z całą swoją bliskością i światłem. Jestem pewna, że zachwyci również Was🧡

Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg 🥹

Komentarze