Jechałam do Rzymu z sercem ciężkim od pytań, rozterek i obaw dotyczących Kościoła. Wiele sytuacji od dawna budziło moje poruszenie, jednak ostatnie zawirowania sprawiły mi wyjątkowy ból. Rzym to miejsce, w którym wszystko się zaczęło, dlatego u źródeł chrześcijaństwa postanowiłam poszukać odpowiedzi, na coraz liczniej mnożące się w mojej głowie pytania. 


Znalazłam się w miejscach, w których pierwsi chrześcijanie ginęli w imię Jezusa Chrystusa. Kroczyłam po najsłynniejszych bazylikach, podziwiałam obrazy i rzeźby, ale odniosłam wrażenie, że w Rzymie każdy kamień opowiada historię, jednak nie to jest tu najważniejsze. Mijają lata i wieki, ludzie rodzą się i umierają, a Kościół był, jest i będzie, bo Jezus obiecał, że "bramy piekielne Go nie przemogą." 

Przed wyjazdem włożyłam do walizki tylko jedną książkę, a było to "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza. Niemal całą podróż miałam przed oczami jedną scenę z tej powieści: oto Piotr opuszcza miasto. Jak wiemy z przekazu św. Ambrożego, nie była to jego osobista decyzja: to cała wspólnota chrześcijańska poprosiła go, aby zachował wiarę i świadectwo Jezusa Chrystusa. Św. Piotr uważał, że to jedyny sposób, aby ocalić rodzący się dopiero Kościół. 

Nie można mieć do Piotra pretensji, często każdy z nas chce działać po swojemu. Wydaje nam się, że najlepiej wiemy, co zrobić, panujemy nad sytuacją i nasze życie zależy wyłącznie od nas. Piotr zapomniał jednak o tym, że Bóg nie opuści swojego Kościoła i nawet jeśli na jeziorze właśnie trwa burza, On nadal jest w łodzi. 

Dlatego w przekazie Sienkiewicza, Piotr u bram miasta spotyka swojego Mistrza. Zdumiony pyta: Domine Quo Vadis? – „Panie, dokąd idziesz?” Jezus odpowiada mu: 
Venio Romam iterum crucifigi – „Idę do Rzymu, aby zostać powtórnie ukrzyżowany”


Piotr słysząc te słowa natychmiast zawraca. Zaczyna rozumieć, że ani Kościoła ani życia żadnego człowieka nie buduje się ludzkimi staraniami, wszystko bowiem jest wspomagane Bożą Łaską. Człowiek tak często nie widzi innego wyjścia i traci zaufanie w Bożą Miłość. Zamiast działać na własną rękę powinniśmy jednak wypełniać wolę Bożą w naszym życiu.

Jezus przypomniał Piotrowi, jak przypomina codziennie każdemu z nas, że Kościoła nie ocala się ucieczką, ale wiernością. 

Gdyby Boga zabrakło w Kościele, nie przetrwałby On tylu tysiącleci, a Rzym byłby już tylko zbiorem pięknych i sentymentalnych kamieni. Tymczasem każdy kościół, niezależnie od tego czy pełen wiernych czy zapomniany przez świat jest źródłem ducha i mocy, bo codziennie sam Jezus umiera tam i zmartwychwstaje podczas ofiary mszy świętej. 

Możemy się spierać o jakość liturgii, wytykać błędy, zaniedbania i naruszenia przepisów, nigdy jednak żaden człowiek nie może sprawić, aby Bóg opuścił swój Kościół. On zawsze będzie wracał, aby na nowo dać się w nim ukrzyżować. 


Dopiero na grobie św. Piotra uświadomiłam sobie, że nie muszę wszystkiego w Kościele rozumieć, nie muszę na wszystko się zgadzać i przyjmować wszystkiego bezrefleksyjnie. Nie ma takiego przepisu, który nakazuje za życia kanonizować papieża, a także we wszystkim słuchać karnie każdego duszpasterza, zwłaszcza, gdy widać, że błądzi. Kościół nie przetrwa tylko dzięki ludziom, bo budują go przecież grzesznicy - tacy jak Ty i ja. Pan Jezus nigdy nie wybierał jednak ludzi idealnych, pasujących jak ulał do swoich funkcji. Widać to najlepiej, gdy przyjrzymy się sylwetkom apostołów. Nawet pierwszy papież, św. Piotr nie jest wzorem wszelkich cnót - miał porywczy, wręcz choleryczny charakter, a przy tym w kluczowym momencie trzykrotnie zdradził swojego Mistrza. Jezus wiedział to jednak od początku, a mimo to wybrał właśnie jego. 

Logika Boża jest więc może zupełnie inna niż ta ludzka? Pismo Święte jest pełne niespodziewanych momentów, takich jak choćby scena łuskania kłosów w szabat z Ewangelii wg św. Mateusza. Jezus mówi: "Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych." 
Bóg wymyka się naszym ludzkim schematom, nie daje się zaszufladkować, chce tylko, abyśmy Go kochali, a nie rozumieli. 


Wróciłam z Rzymu z notesem pełnym zachwytów i lżejszym sercem. Nie wszystko zrozumiałam, ale wiem, że nie o to chodzi. 
Każde pokolenie chrześcijan zadaje sobie pytanie: Quo vadis? Na pradawnych uliczkach Rzymu czy na polnych dróżkach - pytaliśmy i będziemy pytać, ale ważniejsze od odpowiedzi jest zaufanie Temu, Który prowadzi Kościół od tysięcy lat. 


Komentarze