Ostatnio złapałam się na tym, że coraz częściej miewam pragnienia, które nie pochodzą ode mnie. Czasem myślę o rzeczach, których kiedyś wcale nie chciałam i umiałam bez nich całkiem nieźle żyć. To nie są moje marzenia, raczej coś, co je naśladuje, a przy tym zakłóca mi prostą wdzięczność za cały życiowy kapitał, jakim dysponuję. 

Pozwólcie, że napiszę parę moich refleksji na temat tego, skąd ten stan się bierze i jak staram się nad nim panować. 



Zaczyna się niewinnie - lubię swoją szafę i styl, dopóki nie zobaczę u koleżanki z pracy tej jednej sukienki. Wyobrażam sobie, jak wspaniale mogłabym w niej wyglądać i w głowie pojawia się obraz będący odbiciem cudzego wyboru. Biorę go za własny, ale to zawsze będzie tylko imitacja. 
Po pewnym czasie odkrywam, że w internecie znajdują się niezliczone ilości takich "koleżanek". Wszystkie mają wspólny mianownik: każda z nich ma coś, czego ja nie posiadam i nigdy nawet nie pomyślałam, że tego pragnę. 

Miejsce, w jakim jestem, wydaje się znienacka zbyt ciasne. Nie chodzi już tylko o zakupy, ale o niemal każdą sferę życia - sposób spędzania wolnego czasu, wakacji, wychowanie dzieci, prowadzenie profilu w social mediach. To złudzenie, że szczęście zależy od tego, czy nadążę, dorównam, będę "jak." Tymczasem odkrywam, że noszę te same ubrania, czytam jednakowe książki i nawet kawę piję w ten sam sposób, a jednak nie osiągam tego spełnienia i sukcesu takiego jak ludzie zza ekranów czy zza płotu.


Czy ze mną jest coś nie tak? 
Może i Ty, droga Czytelniczko, zadajesz sobie to samo pytanie. 

Gdzie się podziała ta dziewczyna, której smakowała kawa ze starego kubka zanim zaczęła marzyć o viralowej ceramice. Czytająca to, co lubi i kiedy ma ochotę, zamiast gonić za nowościami i wyzwaniami książkowymi, by być w zgodzie z trendami. Ceniąca wyżej ukochane jezioro i las niż najmodniejsze miejsca polecane przez influencerów. 

 


Niedawno czytałam piękną książkę św. Urszuli Ledóchowskiej pt. "Wśród puszcz i bagien." Główna bohaterka, Marysia, mimo ubóstwa i trudnych warunków podejmuje naukę w mieście i stara się, by zostać nauczycielką. Z ukochanego, bliskiego jej sercu Polesia, z którego wyszła z jedną skromną walizką, trafia do wielkiego warszawskiego świata. Poznaje koleżanki żyjące inaczej, brylujące na salonach, noszące piękne stroje - i gubi się. Marzenie, by poświęcić się pracy dla biednych dzieci Polesia zostaje zakryte przez ułudę wielkiego świata, który nie jest i nigdy nie był miejscem Marysi.

Możesz pragnąć tego, co mają inni, ale zapytaj siebie, czy to są jeszcze Twoje marzenia? 
Czasem zachowujemy się jak właściciele kameralnej, pięknej osiedlowej księgarni, którzy stając w oknie i widząc potężny dom wydawniczy, myślą: dlaczego mnie jeszcze tam nie ma?

Tylko pytanie powinno brzmieć: czy kiedykolwiek chciałabym tam być?

Uprawiam mój mały zakątek internetu już od 5 lat i zdarza się, że czasem - zupełnie niepotrzebnie - zaglądam do cudzych ogródków. Widzę tam nieraz prężnie działające targowiska, które nęcą swoim gwarem i atrakcyjnością. Zastanawiam się wtedy, czy i ja nie mogłabym takiego mieć? Na szczęście, dostrzegam w końcu urok mojego małego ogrodu i przytomnieję. 
Może naszym zadaniem nie jest ciągłe popychanie siebie do przodu, ale pora usiąść i spokojnie  przyjrzeć się temu, co już wyrosło. 

Marzenia o rozwoju, byciu lepszym, nie są złe, dopóki naturalnie motywują nas do dalszych starań. Warto jednak odróżnić zdrową ambicję od niebezpiecznej presji, która jest zabójcą wdzięczności, radości z tego, co mamy i ufności, że na dziś to nam wystarczy. 


Czasem chciałabym, żeby ktoś zakrył przede mną wszystkie liczby, viralowe rolki, "jak na mnie skrojone" sukienki i cudze ogródki. Wiem, że to niemożliwe, ale to ja decyduję, kiedy i jak patrzę na to wszystko, co wokół mnie i na ile pozwalam temu wnikać do mojego serca. Zamiast, niczym truciznę, sączyć poczucie niespełnienia cudzych pragnień, lepiej uświadomić sobie: może jeszcze nie jestem tam, gdzie chciałabym dojść, ale to, co już stworzyłam jest naprawdę dobre. 

Jak Marysia z powieści św. Urszuli warto poszukać naszego skarbu, bo tam, gdzie on jest, odnajdziemy też własne serce. 

Komentarze